niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 5 Is it a true story?

*Ross*
Kolejny dzień. Może i taki jak wszystkie, ale nie dla mnie. Już od godziny siedzimy w naszej altance... Ja, Laura, Joachim, Amanda i niestety Tyler. Nie lubię go. To nie jest nienawiść od pierwszego wejrzenia czy dlatego, że zarywał do mojej żony. Znam gościa. Byliśmy razem w 3 klasie liceum. Używał fałszywego imienia i nazwiska: Artur Streng oraz farbował włosy na czarno. Chłopak zarywał do każdej możliwej dziewczyny, a kiedy ją przeleciał porzucał i zostawiał. Już wtedy podobała mi się Laura. Z Lau chodziliśmy razem do klasy od 3 lat. Ale to inna historia. Tak czy siak.. Tyler chciał przelecieć Laurę i wtedy do akcji wkroczyłem ja. Wiedziałem co on planuję, ale nie wiedziała tego brunetka. Gdy tak sobie rozmawiali przerwałem im. Pamiętam jak wszystkie pary oczu spojrzały na mnie wtedy z przerażeniem. No, bo przecież wielkiemu panu Tyler'owi Cross nie wolno przerywać we flirtowaniu, bo jeden z tych jego koleżków może uszkodzić moją piękną twarz. Ale dla mnie liczyło się dobro Laury. Pamiętam, że wtedy miałem w dłoni wodę. Odkręconą. To nie było specjalnie. Chciałem tylko z nim na boku normalnie porozmawiać. Ale butelka z piciem jakoś tak wyślizgnęła mi się z trzęsącej się dłoni. Oblała go prosto na miejscu gdzie znajdują się genitalia mężczyzny. Wyglądało to jakby się zlał. Wszyscy zaczęli chichotać wraz z Laurą, a ja przerażony wpatrywałem się na wkurzonego bruneta. Przyciągnął mocno do siebie Laurę za rękę. Zostawił jej czerwony ślad swojej dłoni. Dziewczyna jęknęła, a on przystawił jej nóż do szyi. Wszyscy zamilkli, a mi serce stanęło... Wtedy pierwszy raz się biłem. Biłem się o miłość mojego życia. Odwracając jego uwagę wykręciłem mu rękę z nożem jednocześnie uwalniając Laurę. Marano odbiegła kawałek i z załzawionymi oczami wpatrywała się w nas jak się bijemy. Przerwał nam dyrektor. Mnie pochwalił za obronę koleżanki, a Tyler'a wyrzucił ze szkoły na dobre. Plus trafił do poprawczaka i ma na karku z policją. Dyrektor nawet nie ochrzanił mnie za bójkę co było dziwne. Po tm jak upokorzyłem go spotkała mnie rozmowa na uboczu z Dyrkiem. Powiedział mi jego prawdziwe dane. Po tym wróciłem do Laury spytać się czy nic jej nie jest. Zaczęliśmy rozmawiać i tak to się zaczęło. Nie dziwie się, że brunetka nie poznała go. Muszę jej o nim powiedzieć tylko nie mam zbytnio okazji. Jak pójdę z nią na bok ten typ domyśli się czegoś. Moje i Tyler'a stosunki są... napięte. Rozejrzałem się dookoła. Joachim jadł ciasto, Amanda wraz z Laurą zawzięcie dyskutowały o czymś z Tyler'em, a nasze rodzeństwa skakały na trampolinie.
- A ty Ross? Co o tym sądzisz? - z transu wyrwał mnie głos Laury. O kurczę... O czym gadali?
- Yyy co? - spytałem mało inteligentnie, a Tyler parsknął śmiechem.
- Nie słuchałeś.. - westchnęła moja żona. Uśmiechnąłem się do niej i objąłem ją ramieniem. Siedziała obok mnie po lewej, po prawej był Joachim. Przed Joachimem był Tyler, a obok niego Amanda.
- Nie mogłem się skupić, bo mam przed sobą prawdziwego anioła. - powiedziałem uwodzicielsko i pocałowałem ją w czoło. Teraz Tyler może pozazdrościć. Brunetka zaśmiała się, a rudowłosa zrobiła 'Awww'.
- Pytałam się o dziecko. No wiesz o imię. Tak w razie czego. - powiedziała.
- Ja osobiście jestem za Justinem dla chłopaka! - powiedział Joach.
- No chyba Ci się coś po pie...kręciło w tym debilnym łbie. - krzyknęła Amanda. Dobrze, że powstrzymuje się od niektórych wyrazów przy najmłodszych Rydel i Vanessie. - Ja był dała chłopakowi Rocky.
- Dobrze myślisz siostra. - uśmiechnął się Jo.
- Ja bym myślał nad Rayan'em - powiedziałem.
- A dla dziewczynki Nicol! - powiedziała Laura.
- Nie... na 'R'! - zacząłem się upierać robiąc minkę zbitego pieska.
- No to może Rose? - spytał Tyler. Pokiwałem od razu głową.
- A mi się podoba. - wtrąciła się Laura z Amandą.
- A mi również nie. - poparł mnie Joachim. Dzięki brachu.
- A co powiesz na Ruth, kotku? - spytałem, a brunetka z uśmiechem zapisała to imię na papierku, który był na ławce. Spojrzałem na Tyler'a wzrokiem 'wygrałem tą bitwę'.

*Amanda*
- No to my może pójdziemy się przejść. - powiedziałam patrząc znacząco na Tyler'a. Ten pokiwał szybko głową.
- Jasne. Chętnie poznam bliżej moją dziewczynę. - powiedział z uśmiechem, a mi lepiej się na sercu zrobiło. Odwzajemniłam jego gest.
- Ohh... szkoda. Ale jeszcze się zobaczymy! - odpowiedziała mi Laura. Podbiegły dla mnie Rydel i Vanessa.
- Ciocia idzie? - zaśmiałam się na te słowa dziewczynek. Pozwalam im mówić na siebie ciocia, ale po imieniu, bo to dla mnie niezbyt komfortowe, by w tak młodym wieku mówiły do mnie na ''Pani''. Aż tak stara nie jestem, prawda?
- Niestety. Zobaczymy się jutro szkraby! - uśmiechnęłam się do nich i przytuliłam. Dziewczynki po chwili odkleiły się ode mnie i poleciały za Ross'em, i Joachim'em do domu Lynchów.
- Ja wrócę później do domu! Miłej zabawy! - krzyknął mój brat, a ja przekręciłam oczami.
- Właśnie bawcie się dobrze! - dodał Ross znikając za ścianą.
- Pa Laura! - powiedziałam przytulając się do brunetki. Po krótkim czasie odkleiła się ode mnie i przytuliła teraz Tyler'a.
- Cześć Wam. - odpowiedziała mi i brunetowi na raz. Mogłabym teraz marudzić, że ręce Cross'a są niżej niż powinny, ale pewnie mi się zdaje. - To ja lecę do Ross'a.
- Żegnaj Lau. - odpowiedział jej chłopak. Podeszli do nas teraz Riker i Ratliff.
- A tylko zrób coś mojej siostrze to pożałujesz. - powiedział Ell strzelając kośćmi w palcach, a Rik dodatkowo szyją.
- Zobaczysz. Powiesimy Cię za jaja. - dodał Riker. Brunet z rozbawieniem pokiwał głową. Chłopaki weszli do domu, a ja wraz z Cross'em udałam się do parku na spacer.
- Dlaczego ty i Ross... konkurujecie ze sobą czy coś? - spytałam, bo to pytanie nurtuje mnie od początku. - I nie mów, że mi się wydaje, bo ja wiem co widzę. - zastrzegłam z góry.
- Bo to było tak, że kiedyś zakochałem się w jednej dziewczynie, a z Ross'em się przyjaźniliśmy. Powiedziałem mu o tym, a wtedy on na drugi dzień mi ją odbił. - powiedział, a ja byłam w szoku. To nie możliwe, że Ross był zdolny do czegoś takiego.
- Jak? - wydusiłam.
- Normalnie. Nagadał tej dziewczynie samych bzdur o mnie. Ona to rozgadała. Upokorzył mnie. Każdy miał za mnie ubaw w liceum. Do tego on zaczął z nią chodzić, a mi krwawiło serce. - jego historia poruszyła mnie. Mówił to z takimi uczuciami... To musiało być straszne. Pokiwałam ze zrozumieniem głową.
- Przykro mi. - wtuliłam się mocniej w jego ramię. Wydawało mi się, że uśmiechnął się. Tak jakoś dziwnie. Ale to tylko mi się zdawało.
***
Hey People!
Kolejny rozdział dzisiaj.
Piszcie co o nim sądzicie. Tyler vs Ross - prawidłowe imię dla dziecka.
xD
Za dużo Papierowych miast się naczytałam (PS/Polecam :*)
Ja znikam pisać kolejny rozdział.
Pozdrawiam,
Sashy :*

PS/ Dziękuję za wszystkie komentarze pod rozdziałem 4 :D

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 4 Beginning of trouble...

*Narrator*
Kolejny ranek rodziny Lynch był taki sam jak poprzedni. No może oprócz tego, że Laurze tym razem się nie śpieszyło. Wszyscy spokojnie wstali i ubrali się.
- Laura!!! - krzyknęła Vanessa. - Pomożesz mi z tym paskiem?!
- Już idę! - odkrzyknęła siostrze brunetka i ruszyła w stronę pokoju jej siostry i rodzeństwa Ross'a. Pokój był oddzielony ścianką na strefy chłopak/dziewczyny. Co jak co 12-letni Riker chciał trochę prywatności. Laura zastała Vanessę w pięknej, skromnej miętowej sukieneczce. Dziewczynka trzymała w dłoniach długi materiał o toń ciemniejszy od sukienki.
- No młoda. Nieźle się odstawiłaś. Dla kogo? - spytała brunetka patrząc w oczy 10-latki. Dziewczynka zarumieniła się. - Dla Rik'a? - spytała ponownie przewijając materiał przez szelki.
- Dla nikogo. - powiedziała cicho i lekko piskliwym głosikiem. Laura przekręciła oczami. Zawiązała z tyłu piękną dużą kokardkę.
- Gotowe. - uśmiechnęła się, a jej siostra rzuciła jej się na szyję.
- Dziękuję, że mnie nie zostawiłaś... Nie poradziłabym sobie. - przyznała, a Lau wzmocniła uścisk. To prawda. Po śmierci rodziców Lynch i Marano rodzeństwo młodej pary, które mieszkało w Denver mogło pójść do domu dziecka. Sąsiadka opiekująca się dziećmi na czas wyjazdu rodziców nie miała aż tak dużego metrażu i pieniędzy by pomieścić troję dzieci. Sama musiała wychować swoją trójkę. Gdy Laura i Ross dowiedzieli się o tragedii natychmiast wsiedli w samochód i pojawili się w Denver. Z resztą w ostatniej chwili kiedy wyprowadzali z domu za rękę rzucającego się Riker'a i płaczącą Van z Ryd. Nigdy nie zapomną tej chwili kiedy dzieci wyrwały się i podbiegł do nich przytulając się. Dzieci zabrali do swojego domu w Los Angeles, a tamten sprzedali. Laura oderwała się od Vanessy i wyprostowana, łapiąc Vanessę za rączkę udała się na dół do czekającego na nie Ross'a z rodzeństwem.
- Dłużej się nie dało? - zapytał blondyn na wstępie do swojej żony. Ta wzruszyła ramionami.
- Jak chcesz mogę zawrócić... - powiedziała odwracając się.
- Nie! - krzyknęło rodzeństwo Lynch. Mała brunetka puściła dłoń Laury i podbiegła do Riker'a.
- Podoba Ci się ta sukienka? - spytała, a Ross z Laurą zachichotali.
- Jest ładna. Pasuje do Ciebie.- uśmiechnął się olśniewająco Riker.
- Romanse na później. Teraz idziemy na śniadanie do Trief'ów i Ratliff'a. Pamiętacie? Zaprosili nas. - przypomniała im Laura. Wszyscy przeszli furtką z ich ogrodu do ogrodu sąsiadów. Tam weszli przez drzwi tarasowe do środka.
- Cześć! - przywitali się wszyscy na wstępie, gdy weszli przez drzwi do salonu.
- O! Cześć! - przywitało się całe rodzeństwo. Dodatkowo Ratliff podbiegł do Rydel i jako pierwszy ją przytulił.
- Tęskniłeś za mną czy co? - spytała przerażona mała blondyneczka. Brunet odsunął się delikatnie od niej i pokiwał głową na tak.
- I ja tu mam romans? - spytała Vanessa Laury.
- Jeszcze później poznasz pełne znaczenie tego słowa... - powiedziała do niej Amanda. Wszyscy zasiedli do pościelonego stołu w jadalni.
- Proszę do stołu podano. - uśmiechnął się Joachim i postawił na stole tosty, które wabiły zapachem.

*Joachim*
Po zjedzonym śniadaniu dziewczyny poszły na górę do pokoju Amandy, a my, czyli męska część zajęliśmy się grą na konsoli w salonie.
- Nadal nie wierzę, że puszczasz Amandę tak samą na spotkanie z nieznajomym facetem. - powiedział do mnie Ross. Oderwałem na chwilę głowę od ekranu telewizora, by móc spojrzeć na przyjaciela.
- Ufam jej. Z resztą widziałeś jak sama potrafi się bronić. - odpowiedziałem mu i powróciłem do gry wyścigowej.
- Jak to możliwe, że Riker gra w to pierwszy raz, a jest pierwszy? - spytał Ratliff.
- Doświadczenie. - odpowiedział mu blondyn, a brunet odpowiedział mu językiem.
- Macie już 12-lat. Jesteście nastolatkami, a zachowujecie się jak dzieci. - skomentowałem.
- Powiedział dorosły grający w gry dla dzieci. - dogryzł Ell.
- Ej! Ja też tu jestem. - oburzył się Ross, a wszyscy zaśmiali się. Przez chwilę skupialiśmy się całkowicie na grze. Ale, że niezbyt nam to szło z powrotem doszło do rozmowy.
- Ja się tam cieszę, że moja siostra w końcu się z kimś umówi. - powiedział Ell.
- Jasne. - burknąłem pod nosem. Wcale nie chcę, żeby się z kimś spotykała...
- Ja jeszcze mam czas na randki. - rzekł Riker przekręcając w dłoni konsolę.
- Powiedz to Vanessie. Na pewno się ucieszy. - odpowiedział blondyn bratu i oboje się zaśmiali.
- Wy jednak jesteście naturalnymi blondynami. - stwierdziłem wraz z Ell'em. Zaśmialiśmy się po raz kolejny i wróciliśmy do gry. Nie wiem ile czasu spędziliśmy na graniu, ale wiem, że był to bliski czas do spotkania Amandy z tamtym typem. Usłyszałem dziewczęcy śmiech na schodach. Wraz z resztą odwróciliśmy się w stronę głosu. Była tam Amanda ubrana w śliczną sukienkę wraz z dziewczynami.
- I jak się Wam podobam? - spytała rudowłosa.
- Wow. - skomentowali Ross, Rik i Ellington.
- Wyglądasz prześlicznie. - powiedziałem, a dziewczyna zarumieniła się.
- Ross! Nie śliń się! - powiedziała trochę wkurzona Laura. Zaśmiałem się, a blondyn podszedł do swojej żony i pocałował ją prosto w usta. Ble!
- O fuj! - skomentowały dzieciaki. W tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Serce zaczęło mi szybciej bić. Amanda poszła otworzyć drzwi, a po chwili wróciła z tym Tyler'em.
- Kochani to Tyler. - powiedziała z uśmiechem. Poszedłem do niego i uścisnąłem jego dłoń.
- Joachim Trief. Jak zrobisz coś Amandzie to pożałujesz... - powiedziałem mrużąc oczy.
- Nie masz się o co martwić, stary. - powiedział brunet. Pokiwałem głową i się oddaliłem od niego. Spojrzałem na Ross'a. Jedną ręką obejmował Laurę, a drugą przyciskał do siebie Rydel. Laura za to trzymała Vanessę za rączkę, a na samym środku stał Riker. Ross był spięty. To po nim widać. I po jego mrużących oczach.
- A to mój brat Ellington Ratliff. - powiedziała Amanda.
- Cześć młody. - powiedział Tyler i nastawił rękę do piątki. Ell lekko ją przybił po czym powiedział:
- Młody może do mnie mówić tylko Ross z Laurą i rodzeństwo. - teraz brunet podniósł wzrok na Ross'a. Podszedł do rodziny Lynch naprawdę powoli.
- Lynch. - wycedził przez zęby.
- Cross. - odpowiedział mu blondyn tym samym tonem.
- Kupę lat.
- A mi się wydaję jakby to było wczoraj. - odpowiedział mu blondyn już naprawdę zdenerwowany.
- To wy się znacie? - wtrąciła się Laura.
- Witaj Lauro. - powiedział Cross unosząc i całując dłoń Laury. Przy tym umyślnie patrzył na twarz Ross'a, która już czerwieniała. - A te urocze dziewczynki i chłopak to...?
- Vanessa Marano moja siostra oraz Rydel i Riker Lynch rodzeństwo Ross'a. - powiedziała Laura. Chłopak pokiwał głową.
- No to my już się zbieramy. Pa! - krzyknęła rudowłosa i zmierzyła do wyjścia.
- Strzałka! - krzyknął Tyler i pobiegł za nią. Gdy drzwi się zatrzasnęły poczułem, że mogę odetchnąć. Z resztą nie tylko ja, bo jak patrzą na Ross'a to jak cykając bomba. Dzieci podobnie tak samo spięte.
- Zdezynfekujesz tą dłoń, prawda? - zapytał Ross pokazując na rękę Laury, a wszyscy zaczęli się śmiać.
***
Hey people!
Czo tam u Was? :D
Dzisiaj rozdział taki nijaki :/
Jeśli chodzi o dodawanie to rozdziały będą w środy i niedziele. Oczywiście jak się wyrobię xD.
Piszcie co o nim sądzicie. Podoba Wam się ten Tyler? ;) (podpowiedź: ma się NIE podobać xD)
Dziękuję za wszystkie komentarze :3. Motywują bardzo, bardzo. :D
Pozdrawiam,
Sashy :*

piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 3 Who is this?

Rozdział zadedykowany dla:
Karcia Lynch, Patrycja-choclate Lynch, Karolina Sieczkowska, Ann Lynch, The Blogg, Paulina Kustra, Kinga R5er, Natalia Czuba
:3

*Narrator*
Ross przycisnął mocniej Laurę do materaca w ten sposób, że brunetka głośno jęknęła.
- A to tylko początek... - mruknął blondyn. Podniósł się z brunetką do siadu. Zaczęli się namiętnie całować. Ross ściągnął swoją koszulę w kratę i rzucił gdzieś w kąt. Podobnie Laura przerywając na chwilkę pocałunek zdjęła swoją koszulkę. Brunetka odnalazła pasek od spodni blondyna i odpięła go, by móc swobodnie opuścić spodnie. Chłopak ponownie położył się na brunetkę. Jego spodnie dołączyły do koszuli. Teraz on zabrał się za Laurę. Odpiął guzik w jej spodenkach, a reszta sama poszła. Kolejna część garderoby znalazła się na podłodze. Dziewczyna szybko ściągnęła podkoszulek z chłopaka. Oboje byli już tylko w bieliźnie... Ross rzucił się na Laurę i zaczął całować jej szyję. Kolejny jęk. Ross zjechał na żuchwę dziewczyny. Zaczął językiem robić mokre ślady od jej szyi, aż do dekoltu. Będąc w okolicach jej piersi odpiął i zerwał z niej stanik. Językiem zjechał niżej. Teraz zostawił mokre ślady na jej brzuchu. Zjechał do jej dolnej części garderoby. Majtki brunetki również dołączyły do stanika. Laura chwyciła w obie dłonie twarz Ross'a i nakierowała ją do swojej. Zaczęła go całować. Chłopak nawet się nie zorientował jak brunetka przekręca się na niego i ściąga z niego bokserki. Blondyn zareagował dopiero po kilku minutach. Powrócił do dominacji nad swoją żoną. Zgiął jej nogi w kolanach i lekko rozszerzył, a sam zawisł nad nią.
- Jesteś gotowa? - spytał poważnie blondyn.
- Tak. - brunetka przełknęła gęstą ślinę. Mężczyzna spojrzał ostatni raz w oczy ukochanej i mocno w nią wszedł.
W tym samym czasie na dole Amanda kończyła robić obiad i deser: zupę warzywną, galaretkę z owocami i bitą śmietaną. Za to Joachim grał w gry planszowe z Riker'em, Ellington'em, Vanessą i Rydel.
- To nie fer! Oszukujecie! - krzyknął Trief, gdy po raz kolejny zbankrutował w Monopoly. Dzieci zaśmiały się.
- To kwestia inteligencji. - powiedział Riker i wystawił język do sąsiada.
- Ty mały krętaczu! - zaśmiał się głośno Joach i zaczął gilgotać Riker'a. - Vanessa pomóż mi! - brunetka z chęcią nachyliła się do 12-latka i zaczęła go gilgotać. Nie zauważyła nawet jak starszy odsunął się Teraz wszyscy wpatrywali się jak dwójka dzieci rywalizuje ze sobą.
- Va aaa an! Proooszę hahaha przestań! - Riker już czerwony płakał ze śmiechu. Jednak brunetka nie zamierzała przestać, więc blondyn złapał ją za szyję i pociągnął do dołu tak, że dziewczynka wylądowała na nim.
- Dooobra to jest dziwne... - powiedział Ell zapatrzony w parę, która nawet nie mrugała tylko patrzyła sobie w oczy.
- Hihihi braciszek się za bujał! - krzyknęła 10-latka. Joachim spojrzał na wszystkich zszokowanym wzrokiem.
- Jednak macie coś po swoim rodzeństwie. - uśmiechnął się do nich.
- Głupotę? - spytał Ratliff patrząc na brata.
- Już nie żyjesz! Rydel bierz go! - brunet pokazał palcem na brata, a blondynka udając psa pobiegła za Ell'em, który zaczął piszczeć. Minęli oni Amandę, która niosła talerze i o mało co się nie wywaliła.
- Woow! - krzyknęła. - co tu się dzieje?
- Mogę powiedzieć, że łączę w pary Rikessę i Rydellington. - uśmiechnął się do niej brat.
- A ty głupi jeste.. - rudowłosa nie dokończyła, bo przerwał jej krzyk z góry. Spojrzała ona z rozszerzonymi oczami na Joachima.
- Za 9 miesięcy będzie baby. - zaśmiał się Trief z miny siostry. Ona przymrużyła oczy.
- Ej banda! Łapać idiotę! - krzyknęła, a dzieci krzycząc 'idiota' zaczęły gonić Joachim'a. - Ahh i życie jest piękniejsze. - westchnęła i powróciła do ścielenia stołu.

*Amanda*
Gdy skończyłam nalewać wszystkim zupę do jadalni zeszli Ross z Laurą. Uśmiechnęłam się do nich.
- Witam przyszłych rodziców. - zaśmiałam się, a oni spojrzeli na mnie zmieszani.
- Czy to...?
- Tak, było słychać. - przerwałam Laurze.
- A czy dzie...?
- Nie, były zajęte idiotą. - przerwałam teraz Ross'owi. Dwójka zarumieniła się i usiadła do stołu.
- A o czym wy mówicie? - spytała Rydel.
- Zrozumiesz jak dorośniesz. - powiedział Jo.
- I jak będziesz z Ellington'em! - krzyknęła Vanessa.
- Ej! - oburzyła się dana dwójka. Wszyscy zaśmiali się i zaczęli jeść. Muszę przyznać, że ta moja zupa wyszła wyśmienicie. Po prostu palce lizać! Gdy wszyscy zjedli ja wraz z Laurą wyniosłyśmy puste talerze do kuchni. Za to wychodząc z niej zabrałyśmy na tacach zastygnięte galaretki z owocami i bitą śmietaną:
Mmm... pycha! Zaczęłam jeść swój deser. Czy istnieje coś lepszego na świecie niż żelatyna? W tym momencie zaczął dzwonić mój telefon. Nieznany numer.
- Kto dzwoni? - spytała Laura.
- Nie wiem. - odpowiedziałam wpatrzona w ekran.
- Daj na głośnik. - powiedział Ross, a ja odebrałam...

Rozmowa: Tyler  Amanda  Ross
- Halo?
- No cześć Amando.
- Yyy... kto dzwoni?
- Chłopak, który chce się z Tobą spotkać.
- Jaaasne...
- A tak w ogóle jestem Tyler Cross.
- Zanim ja Ci cokolwiek powiem to skąd masz mój numer?
- Od parasolki.
- Co?! - spojrzałam na śmiejącą się Laurę. To jej sprawka. 
- No, bo ją podrywałem, a ona jest mężatką... - Ross zerknął gniewnie na telefon.
- I będzie w ciąży!
- Ross!
- To jej mąż? Ross? - spytał jak myślę mega zdziwiony.
- Tak... Ross Lynch i Laura Lynch. - powiedziałam, a odpowiedziała mi głucha cisza.
- To spotkamy się jutro?
- Okey... Amanda Trief. Mieszkam przy Desing Street 29a. Godzina 17.
- Do zobaczenia.
- Do zobaczenia...
*Koniec Rozmowy*

Spojrzałam gniewnie na Laurę.
- Ty mi chłopaka znajdujesz? - prychnęłam.
- Spodoba Ci się. Niezłe ciacho. - zaśmiała się. Blondyn spojrzał na nią.
- No na pewno nie takie jak ja! - oburzył się, a cała reszta wraz z dziećmi zaczęła się śmiać. Zaczęłam z powrotem jeść mój deser, który mi wrednie przerwano. Po zjedzonym deserze Laura podała ciasto. Zajadaliśmy je rozmawiając i oglądając telewizje.
***
Hi people!
Dodaje rozdział dzisiaj choć miałam jutro, ale jutro mam gości xD.
Dziś mam urodziny, ale kij xD nie chce mi się nic.
Kto mnie zrozumie?
Tylko fragment TEJ scenki jest krótki, ponieważ... no nie potrafię tego pisać xD
Proszę skomentujcie :3
Pozdrawiam,
Sashy :*

środa, 5 sierpnia 2015

Rozdział 2 Time to start a family.

 Rozdział dedykuję:
- Natalia Czuba
- Kinga R5er
- Patrycja-choclate Lynch

*Laura*
Mimo, że spędziłam w pracy tylko 2 godziny to i tak jestem wykończona. Dostałam kolejne zadanie. Tym razem projekt jest zatytułowany na "nieidealna rodzina". Mam tym razem zrobić zdjęcia. Pożyczę aparat od Vanessy. Tylko jak wykonać ten projekt.. Mam tylko tydzień. Po opuszczeniu budynku pojechałam prosto do sklepu. Wzięłam pierwszy lepszy koszyk na kółkach i weszłam w głąb sklepu. Najpierw owoce i warzywa. Może zrobię zupę na obiad? A na deser zrobię budyń z owocami? Dobry pomysł. Udałam się na dział z owocami i warzywami. Wpakowałam do koszyka banany, jabłka, pomarańcze, brzoskwinie, groszek, marchewkę, szpinak, kalafior, brokuły, kartofle i koperek. Będzie zupa warzywna. Idziemy na kolejny dział. Nabiał. Wpakowałam tym razem do koszyka mleko, ser i kilka jogurtów. Słodycze. Z tego działu wzięłam przeważnie cukierki i żelki. Również nie zapomniałam o nutelli i różnosmakowych dżemach. Po sklepie rozniósł się dzwonek SMS'a w moim telefonie. Kilka osób z tego działu na mnie spojrzało. Trochę speszona wyciągnęłam telefon z torebki i sprawdziłam kogo mam ochrzanić. No oczywiście... Ross.
"Kotku Amanda i Joachim są u nas. W sumie to nie nowość, ale kup coś na gościny :* Kocham Cię...".
 Ja Ci dam ''Kocham Cię''. Zaczęłam wystukiwać odpowiedz na telefonie.
"Ludzie się teraz na mnie dziwnie patrzą! Kupię jakieś ciasto w kawiarni. Ja Ciebie też kocham :*".
Trzymając telefon w ręce zaczęłam wrzucać do koszyka jakieś czekoladki. Kolejna wiadomość.
"Bo jesteś piękna ;). Czekamy w domu <3"
Nienawidzę go i za to go kocham... Wsadziłam telefon z powrotem do torebki. Chwyciłam koszyk i ruszyłam dalej do kolejnego działu. Teraz napoje. Wzięłam do koszyka dwa soki pomarańczowe, dwa jabłkowe i jeden wieloowocowy. To chyba wszystko. Spojrzałam jeszcze na swój koszyk i jego zwartość. Popcorn w domu jest... Więc to wszystko. Ruszyłam do kasy. Chwilkę poczekałam w kolejce na swoją kolej wykładania wszystkiego na taśmę. Gdy już to zrobiłam wzięłam kilka torebek jednorazowych.
- Dzień dobry! - uśmiechnęłam się do staruszki za kasą.
- O Laureńka! Witaj! Kolejne wielkie zakupy? - pokiwałam z udawanym smutkiem głową.
- Niestety. - odpowiedziałam i zaśmiałam się po chwili, a kobieta zaczęła kasować produkty. Ja natomiast pakowałam je do jednorazówek i wkładałam do koszyka.
- To tyle. Sto dwadzieścia. - uśmiechnęła się do mnie. Podałam kobiecie banknoty.
- Do zobaczenia.
- Zaczekaj! - zawołała, gdy miałam już odejść. Wyciągnęła ze schowka małe pudełeczko. Uśmiechnęłam się. - Tym razem dla tego chłopaczka od Rydel. Ellingtona. Do zobaczenia! - odebrałam od niej paczkę i z dziękującym spojrzeniem oddaliłam się od kasy. Pudełeczko wsadziłam do mojej torebki. Odstawiłam koszyk i zabierając z niego jakieś 5 toreb ruszyłam do samochodu. Wyszłam ze sklepu i skierowałam się w stronę mojego miejsca na parkingu. Dobrze, że zaparkowałam blisko. Otworzyłam bagażnik i do środka wpakowałam wszystkie torby plus wyjęłam z torebki pudełeczko. Zamknęłam bagażnik. Wsiadłam do samochodu, odpaliłam go i ruszyłam w stronę centrum handlowego. Tam wstąpię do kawiarni, kupię misie dla dziewczynek i ten telefon. Po kilku minutach jazdy dotarłam do swojego celu. Zaparkowałam przed budynkiem i udałam się do środka. Na początek telefon. Weszłam do sklepu telefonicznego i skierowałam się od razu do kasy.
- Dzień dobry. Ja chciałabym kupić telefon Windows Phone. Polecacie jakiś? - spytałam.
- Oczywiście, polecamy pani Nokie Lumia 635. Jest to typ Windows Phone. Najlepszy model jaki mamy. - tak, tak... Zawsze tak mówicie.
- W takim razie chcę go zakupić. Ile się należy? - spytałam wyjmując portfel z torebki.
- Jak dla pani 350 dolarów. - spojrzałam na osobę za kasą. Był to mężczyzna. Brunet z niebieskimi oczami. Znowu ktoś mnie bierze za singielkę.
- Jak dla mnie? - spytała zdziwiona.
- Otóż tak. Spotyka się pani z kimś? - zapytał z uśmiechem. Ja zaczęłam się śmiać.
- Oprócz mojego męża to z nikim. - spojrzałam na niego, a mu zrzedła mina. Odebrał ode mnie 500 dolarów i wydał mi 150. Dostałam jeszcze telefon w opakowaniu.
- Dziękuję i zapraszam ponownie. - burknął pod nosem.
- Szukasz dziewczyny na siłę?
- Raczej znaleźć nie mogę...
- Masz. - wzięłam na kartce zapisałam numer Amandy. - moja przyjaciółka singielka 22 lata. Powiedz, że to od Parasolki. Zrozumie. - podałam świstek papieru i zostawiając zszokowanego chłopaka udałam się do kolejnego sklepu. Tym razem na wystawę z misiami. Na szczęście dalej były. Wzięłam dwa i udałam się z nimi do kasy.
- Dwadzieścia dolarów. - powiedziała sprzedawczyni. Podałam należne banknoty i wyszłam ze sklepu.
- Do widzenia? - zapytałam się siebie. Ludzi są czasem dziwni. Wsadziłam misie wraz z telefonem do torebki. Udałam się teraz do cukierni. Bliżej mam.
- Dzień dobry! - powiedziałam na wstępie. - Chciałabym kupić dwa ciasta. Jedno czekoladowe z alkoholem, a jedno truskawkowe.
- Owszem mamy ciasto czekoladowe a alkoholem, ale akurat skończyła się z truskawkami. - odpowiedziała mi kobieta.
- A jakieś takie inne? Dla dzieci? - spytałam z nadzieją.
- Oczywiście! Mamy ciasto biszkoptowe z bitą śmietaną i różnosmakowymi galaretkami. - uśmiechnęła się do mnie.
- To poproszę. - kobieta zapakowała mi dwa ciasta do prostokątnych pudełek. Wzięłam je w dłonie i udałam się do auta. Teraz tylko wrócić do domu...

*Ross*
- Joach! Zaraz zniszczysz im tą trampolinę! - krzyczała Amanda na swojego brata, który wraz z Riker'em i Ellington'em skakali na sprężystym przedmiocie. Zacząłem się śmiać.
- Ja rozumiem, że kryzys wieku średniego kiedyś musi nastąpić, ale żeby w wieku 23 lat? - spytałem śmiejąc się. Amanda spojrzała na mnie i wypuściła powietrze.
- Ja się poddaje! - krzyknęła i usiadła obok mnie w altance. Nie wytrzyma zbyt długo. Mogę się założyć. Trzy... Dwa... Jeden... - JOACHIMIE!!!
- No już schodzę! - krzyknął i szybko pojawił się obok nas. - Jak na młodszą siostrę jesteś strasznie zrzędliwa.
- Że niby ty co powiedziałeś? - krzyknęła Amanda podchodząc do swojego brata. Brunet rozszerzył oczy.
- O oł... - mruknął i zaczął uciekać.
- Vanessa wyciągaj kamerę! - krzyknąłem w stronę domu.
- Już lecimy! - odkrzyknęła mi Rydel. Po kilku sekundach dziewczynki stały obok mnie. Odebrałem od nich aparat i przełączyłem na kamerę.
- Dołączcie do nich z chłopakami. - powiedziałem i włączyłem nagrywanie. Dziewczynki poleciały do Rik'a i Ell'a. Pociągnęły ich za ręce. Teraz razem z Amandą gonili Joachim'a.
- Ja jestem staromodna! Ty pasztecie! Ugh! - krzyczała rudowłosa.
- Brat jesteś pasztetem! - zaśmiał się głośno Ell.
- I ty przeciwko mnie?! Ross!
- Na mnie nie licz stary. - pokiwałem głową w jego stronę. Wbiegli oni przez furtkę do drugiego domu. Tam Amanda dogoniła Jo i pchnęła go prosto do basenu. Ale brunet złapał ją za kostkę i ona też wpadła.
- Mam rodzeństwo kretynów... - powiedział załamany Ratliff.
- Młody wyrażaj się! - pogroziła mu z basenu Amanda.
- Kretyni? - zdziwiła się Vanessa.
- Odmiana idiotofobi.. - wyjaśnił Riker.
- Idiotofobi? - spytała teraz Rydel.
- Koniec tematu i cięcie! - krzyknąłem i zacząłem się śmiać i tarzać po trawie.
- Chyba nasz Ross ma idiotofobie... - powiedziała Rydel. Vanessa odebrała aparat i zrobiła mi kilka zdjęć.
- Wróciłam!!! Kto mi pomoże z torbami?! - usłyszałem krzyk z mojego domu.
- Laura! - krzyknęły wszystkie dzieci i pobiegły w tamtą stronę. Ja przekręciłem jedynie oczami i czekałem aż rodzeństwo Trief wyjdzie z basenu.
- Zaraz dołączymy do Was. - zadecydował Jo pomagając wyjść Amandzie. Pokiwałem ze zrozumieniem głową i wstając z trawnika pobiegłem do domu. Tam każdy po kolei niósł do kuchni po jednej torbie. Za to za nimi obładowana Laura zamykała drzwi podbiegłem do niej i ją pocałowałem. Dziewczyna uderzyła plecami o ścianę i zaczęła krzyczeć przez pocałunek.
- Debilu ja ciasto niosę! - krzyknęła, gdy ją w końcu puściłem.
- Przyznaj, że tęskniłaś. - powiedziałem zabierając od niej ciasta.
- Tak, wprost prawie się zabiłam, bo nie miałam co ze sobą zrobić. - powiedziała retorycznie. Uśmiechnąłem się i ruszyłem z nią do kuchni. Tam wraz z dzieciakami byli już przebrani Joachim oraz Amanda. Szybko im poszło.
- Laura nareszcie! - krzyknął rudzielec i przytulił się do brunetki.
- Andy! Pomożesz mi to wszystko wypakować. - powiedziała brunetka.
- Jasne! I z obiadem Ci pomogę! - uśmiechnęła się do niej i zabrała torbę, by móc z niej wypakować wszystkie produkty.
- Vanessa, Riker, Rydel i Ell! - zawołała dzieciaki, a one pojawiły się od razu przy niej. - Vanessa i Rydel proszę to dla Was. - powiedziała i wyciągnęła z torebki dwa puchate misie dla mojej i jej siostry.
- Dziękuje! - krzyknęły na raz oraz przytuliły się do nogi brunetki. O rany.. Jak to zabawnie wygląda.
- Ell dla Ciebie pani Midel ze sklepu dała prezent. - podała mu pudełeczko, a brunet je rozpakował.
- O rany to MP3 i słuchawki! Dzięki! - krzyknął i dołączył do dziewczyn. Laura już ledwo stała...
- Riker dla Ciebie Ross kazał mi coś kupić. - wręczyła mi pudełko z telefonem, a ja przekazałem je Riker'owi.
- Telefon! O matko! Kocham Was! - krzyknął i się przytulił najpierw do mnie, a później do Laury. - Jak ja chciałbym mieć takich rodziców! - uśmiechnął się. Spojrzałem na Laurę. Patrzyliśmy sobie w oczy, a w nich była pustka związana z brakiem dopełnienia rodziny... Jak ja bym chciał mieć z nią dziecko...
- Dooobra... Chodźcie lecą Strażnicy Marzeń w telewizji! - krzyknął Joachim wybudzając mnie i Laurę z transu. Najmłodsi polecieli do salonu.
- Dzięki Joach... - powiedziała Laura. Brunet uśmiechnął się do niej i wyszedł z kuchni do salonu za dziećmi.
- Lau.. - szepnąłem do niej, gdy zauważyłem u niej w oczach łzy. - Nie martw się..
- Nie zniosę tego... Jak jeszcze jedno powie, że byłabym dla nich świetną matką to się załamię... - łkała mi w ramię.
- Rozpakowałam już zaku... Laura? - Amanda spojrzała na mnie, a ja pokiwałem głową na znak, żaby była chwilkę cicho.
- Hej! Spokojnie jeszcze kiedyś nam się uda... - zacząłem, ale ona szybko mi przerwała
- I ty w to jeszcze wierzysz? Spójrz prawdzie w oczy! Nie będziemy mieć dzieci dopóki nasze rodzeństwo nie wyrośnie! Ale zanim to nastąpi minie kilka lat, a ty już się mną znudzisz! Będziesz wymykał się z nocy by spotkać się z umówioną dziewczyną, a ja będę cierpieć! - krzyknęła i się rozpłakała. Zacząłem nią kołysać i mocniej tulić. Po kilku minutach się uspokoiła. Albo... Chwileczkę. Odsunąłem się lekko od niej, by spojrzeć w jej twarz. Zasnęła.
- Jesteś niezłym lekarstwem. - zaśmiała się cicho Amanda. - Ja zrobię obiad dla wszystkich i deser. Dzisiaj jest Czwartek, czyli zupa i galaretka. Zawołam Was na ciasto. My się wszystkim zajmiemy, a ty z nią idź do pokoju. - pokiwałem głową. Wziąłem Laurę na ręce. Przechodząc przez salon wszyscy się odwrócili od telewizora i spojrzeli na mnie. Joachim dał kciuka w górę, a młodzież uśmiechnęła się smutno. Pewnie wszystko słyszeli. Wszedłem po schodach prosto do naszego pokoju. Zamknąłem go na klucz. Położyłem Laurę na łóżku, a sam położyłem się obok niej. Zacząłem głaskać jej twarz i włosy. Dziewczyna lekko uchyliła powieki, które swoją drogę były załzawione. Pochyliłem się nad nią i złożyłem na jej ustach czuły, słodki pocałunek. Odwzajemniła go, a nawet poszła o krok dalej. Rozszerzyła swoje usta pozwalając mi zbadać językiem jej wnętrze. Z chęcią z tego skorzystałem. Dalej ją całując obróciłem ją tak, by leżała pode mną pomiędzy moimi nogami. Położyłem się na niej, a ona cicho jęknęła.
- Nigdy bym Cię nie zdradził i nigdy bym Cię nie skrzywdził. A jeśli chcesz mieć dzieci ze mną teraz jest jedyna taka okazja.. Ja też chce być ojcem i też mnie to wszystko denerwuje, więc się nie zdziw jak nie będę delikatny. - powiedziałem przerywając na chwilę nasze pocałunki.
- Ufam Ci Ross. - powiedziała całując mnie i ściągając ze mnie koszulkę.
***
Hi People!
Dziękuję i dedykuję jeszcze raz rozdział Kinga R5er, Natalia Czuba oraz Czekoladce (Patrycji :*). Za pierwsze komentarze :D
Teraz takie pytanie do Was, bo to od Was zależy jak będzie.
Laura ma zajść w ciążę czy nie?
Podoba się Wam rozdział czy może lepiej usunąć ten blog zanim się rozkręcę?
Pozdrawiam,
Sashy :*

sobota, 1 sierpnia 2015

Rozdział 1 First steps parenthood

*Laura*
Leżałam na łóżku obudzona przez promienie słoneczne. Nigdy nie zasłaniam rolet, bo w nocy lubię oglądać księżyc. Przekręciłam się na prawą stronę, gdzie spotkałam się z rozluźnioną twarzą blondyna. Powiek miał zamknięte, a usta lekko otwarte. Rozczochrane włosy dodawały mu tylko uroku. Podparłam się na jednej ręce, a drugą pogłaskałam policzek blondyna. Ross ziewnął i się przebudził. Spojrzał na mnie jeszcze sennym wzrokiem.
- Dzień dobry, kotku. - zaśmiałam się.
- Dzień dobry, skarbie... - ziewnął po raz kolejny. - która godzina? - zapytał przeczesując włosy do tyłu.
- Ósma. Za dwie godziny idę do pracy. - powiedziałam opadając z powrotem na poduszkę. Blondyn przekręcił się w ten sposób, że znajdował się nade mną.
- Skończyłaś projekt? - uniósł wysoko brwi.
- Tak. A masz wątpliwości? - zaczęłam się z nim droczyć. Posłał mi jeden ze swoich czarujących uśmiechów i przybliżył się do mojej twarzy.
- Cały czas na wykonanie projektu spędziłaś ze mną i rodzeństwem, prawda? - mruknął w moje usta.
- Może i tak. - kontynuowałam. Blondyn uśmiechnął się ostatni raz i pocałował mnie. Kocham kiedy to robi. Wtedy czuję się jakbym przenosiła się do innego wymiaru. Niestety nie mogło to trwać wiecznie, bo do pokoju wleciały dzieciaki.
- Aaaa! Oni znowu to robią! - krzyknął Riker i uciekł z naszego pokoju. Za to Ross pod wpływem krzyku jego młodszego brata sturlał się ze mnie i spadł na podłogę.
- Jezu Ross! Nic Ci nie jest? - gwałtownie podniosłam się i spojrzałam na mężczyznę. - Widzisz! Miałam rację, żeby kupić dywan, a ty nie chciałeś!
- Będziesz mi to teraz wypominać? - skrzywił się i masując plecy usiadł po turecku. - Rydel ile razy Wam mówiliśmy, żeby pukać do naszych drzwi?
- Ale to nie ja! To Riki! - broniła się blondynka.
- To on chciał Was obudzić nie my. - uśmiechnęła się słodko Vanessa. Przekręciłam oczami.
- Chodź tu młoda! - uśmiechnęłam się do niej, a dziewczynka wskoczyła mi na ramiona.
- A ja? - zapytała się oburzona Rydel. Ross podniósł się z podłogi i łapiąc dziewczynkę pod pachami posadził ją sobie na szyi.
- Gdzie Riker? - zapytał się.
- Rikuś uciekł do pokoju. - powiedziała śmiejąca się Vanessa.
- Niby taki najstarszy bratek, a taki baran. - dodała Rydel. Zaśmiałam się wraz z Ross'em.
- No to idziemy do niego! Trzeba zrobić śniadanie! - zarządziłam i wszyscy razem udaliśmy się do pokoju Vanessy, Rydel i Riker'a. Na miejscu postawiłam Van na podłogę podobnie jak Ross postawił Rydel. Obie dziewczynki poleciały do szafy blondyna. Otworzyły ją i jak to dzieci zaczęły piszczeć, i uciekać przed wychodzącym z niej Riker'em.
- Riker ty jesteś ten najstarszy, prawda? - spytał dla pewności mój mąż. Chłopak wzruszył ramionami. - dobrze nie było tematu...
- Która dziewczynka pójdzie ze mną robić śniadanko? - zapytałam z uśmiechem.
- Ja, ja! - Rydel i Vanessa zaczęły się przekrzykiwać. Udałam, że się zamyślam, po czym kucnęłam i dopiero im odpowiedziałam.
- Obie mi pomożecie. - powiedziałam na co zaczęły wesołe skakać i krzyczeć. Złapałam Van i Rydel za rączki.
- To teraz my ścielimy stół? - zapytał Ross, na co pokiwałam głową. - chodź Riker! - blondyn objął brata za ramiona i razem zeszliśmy na dół do salonu. Tam drogi damsko-męskie się rozeszły, bo ja poszłam do kuchni z dziewczynkami, a Ross z bratem zaczęli szykować stół.
- Cio będziemy robić? - zapytała słodko Delly. Podniosłam ją i posadziłam na blat podobnie jak Vanessę.
- Dzisiaj będą naleśniki! - uśmiechnęłam się, a dziewczynki z entuzjazmem zaklaskały w dłonie.
- Pomożecie mi zrobić ciasto, a ja później je usmażę. Pod koniec będzie wasza ulubiona część! - dodałam.
- Dżem! - krzyknęła Vanessa, na co pokiwałam głową i zabrałam się do pracy. Wyjęłam potrzebne składniki: mąkę, jajko, cukier, mleko i trochę wody gazowanej. Do wyjętej miski wsypałam mąkę i cukier, następnie wlałam szklankę mleka i pół szklanki wody. Wbiłam jajko i zaczęłam mieszać. Brunetka i blondynka z zaciekawieniem obserwowały moje poczynania. Dałam ciasto do mieszania Vanessie, a Rydel wzięłam na ręce i powiedziałam by wzięła olej. Jedną ręką postawiłam patelnie na odkręconym już gazie. Podałam Vanessie chochelkę, a od Delly przejęłam olej.
- Teraz się skupcie, bo pierwszy raz w życiu pozwalam Wam takie coś robić. I ani słówka Ross'owi. - dziewczynki pokiwały głową. - Vanesso ty będziesz nalewać tak mniej więcej całą chochelkę ciasta na patelnię, a w tym czasie Rydel, która będzie ją trzymała zadba o to by ciasto rozlało się po niej całej. Ja ostatnią wolną ręką będę przekładać naleśniki na drugą stronę i gotowe odkładać na ten oto talerzyk. - pokazałam na talerz, a one mi przytaknęły. W ten sposób Vanessa nabierała ciasto i wylewała je na patelnie podczas, gdy Rydel sprawnie obydwiema rączkami przekręcała patelnię. Wykonanie naleśników za pomocą tej techniki zajęło nam niecałe 20 minut. Dziewczyny były z siebie dumne jak nigdy. W końcu to ich pierwsze naleśniki. Odstawiłam Rydel, a Vanessa zeszła z blatu. Obie podbiegły do mniejszego stolika, gdzie czekały na nie placki. Dałam im po dwie łyżki i do wyboru dżem truskawkowy, dżem brzoskwiniowy, nutellę oraz roztopiony serek. Dziewczynki zawzięcie wykonywały swoja pracę podczas, gdy ja zmywałam naczynia. Do kuchni wszedł Ross z Riker'em. Podeszli do szafy i wyjęli pięć talerzyków, pięć widelców, dwa noże i trzy małe plastikowe noże dla dzieci. Wyszli ze zdobyczą. Ja skończyłam zmywać, więc wyjęłam z kredensu pięć szklanek po czym zaniosłam je do ''jadalni'' w salonie.
- Zgaduję, że są naleśniki. - powiedział Ross patrząc w moją stronę.
- Bo zauważyłeś jak dziewczynki bawiły się smakami jak przechodziłeś czy wyniuchałeś? - spytałam.
- To i to. - zaśmiał się, a ja przekręciłam oczami. Wróciłam do kuchni. Dziewczynki skończyły smarować i zawijać w trójkąciki wszystkie placki. Uśmiechnęłam się do nich dziękująco.
- Dziękuję kochane. Mam u Was dług. Co chcecie? - zapytałam, a one zaczęły się naradzać.
- Chcemy tego misia z zestawy. Razy dwa! - krzyknęła wesoła Vanessa, a Rydel pokiwała głową.
- Dobrze. - odpowiedziałam im. - zanieście jeszcze te dwa soczki pomarańczowe, a ja zaraz do Was dołączę. - powiedziałam wręczając im po jednej butelce. Dziewczynki zniknęły za drzwiami, a ja schowałam resztę dżemów. Niestety nutella i serek poszły całe, więc opakowania wyrzuciłam. Łyżki umyłam, a następnie powycierane wsadziłam do szafy. Weszłam do salonu, gdzie był już pięknie zaścielony stół i na każdym talerzu podzielone już naleśniki.
- Smacznego. - powiedziałam.
- Smacznego! - odpowiedzieli mi wszyscy.

*Ross*
Po śniadaniu każdy z nas poszedł do pokoju żeby się ubrać i również odświeżyć się. Dzieci mają osobne łazienki, więc nie ma problemu. Była już godzina 9:15. Czyli Laura wychodziła do pracy.
- Masz na pewno wszystko? - spytałem.
- Tak, klucze od domu mam, pieniądze mam, klucze od samochodu mam, telefon mam, projekt mam. Raczej wszystko. - uśmiechnęła się do mnie.
- Na jaki temat miałaś projekt? - zaciekawiłem się.
- Miałam zrobić zdjęcia i szkice związane z naturą. - odpowiedziała mi po czym psiknęła się malinowymi perfumami.
- Wrócisz szybko? - zapytałem po raz kolejny.
- No aż tak szybko nie. Jadę jeszcze do sklepu, bo nutella się skończyła i obiecałam dziewczynką, że kupię im po misiu. - zaśmiałem się. No tak... dzieci bez nutelli to jak człowiek bez powietrza.
- Kupiłabyś tez coś Riker'owi? Obiecałem mu za dobre sprawowanie... - nie dokończyłem, bo nie wiedziałem jak to delikatnie ująć.
- Ross...? - Laura spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Oj no nowy telefon...
- Ross!
- No przepraszam! - uniosłem ręce w geście poddania. Laura przekręciła oczami i wystawiła w moja stronę rękę. Z uśmiechem sięgnąłem do kieszeni i z portfela wyjąłem 500 dolarów. - Windows Phone.
- Ja Cie kiedyś zabiję. - mruknęła.
- Za bardzo mnie kochasz. - powiedziałem i pocałowałem ją na pożegnanie.
- Wracam za kilka godzin! Pa! - krzyknęła w głąb domu i pomachała mi.
- Pa Lau! - krzyknęły dzieci z salonu. Brunetka odwróciła się i zabierając torebkę wyszła z domu. Obserwowałem jeszcze przez okno jak wyjeżdża z garaży swoim czerwonym autem. Odjechała. Wypuściłem powietrze. Laura troszczy się o nasze rodzeństwo jak o dzieci, których nie możemy mieć. Nie chodzi o to, że Laura nie może mieć dzieci z powodu genetyki. Oboje możemy mieć dzieci. Tylko nie możemy założyć rodziny mając trójkę rodzeństwa do wychowania, które do tego przychodzi codziennie w nocy tylko dlatego, że nie może zasnąć. Kocham Laurę. A moje młodsze rodzeństwo traktuje ją jak matkę. Vanessa za to traktuje mnie jak ojca. Tylko można powiedzieć, że my nie jesteśmy aż tak nastawieni do nich jak rodzice więc rozmawiamy nawet na te najbardziej wrażliwe tematy. Trudne to do wytłumaczenia.. Zawróciłem do dzieciaków.
- Hej co oglądacie? - spytałem patrząc na ekran telewizora. Przysiadłem się do nich.
- Fineasz i Ferb. - odpowiedział mi Riker.
- Super! - krzyknąłem i zacząłem oglądać z nimi. Lubię bajki animowane.
- Cześć! - krzyknęła Amanda wchodząc przez drzwi od tarasu do domu wraz z Ellington'em.
- Ell! - krzyknęła trzyosobowa grupka.
- Co oglądacie? - uśmiechnął się słodko i przysiadł do małolatów, by po chwili oglądać razem z nimi.
- Cześć Amanda! - odpowiedziałem jej.
- A ty dalej oglądasz bajki animowane? Jeszcze nie dorosłeś? - zaśmiała się ze mnie. Wystawiłem jej język.
- Gdzie zgubiłaś Joachima? - spytałem.
- Ten stary dziad kosi trawnik. - odpowiedziała, a ja zacząłem się śmiać.
- Co nabroił? - zapytałem.
- Nic... tylko wszedł do mojego pokoju z Ellington'em i dobrali się do mojej bielizny. - burknęła i wychyliła się przez okno. - SZYBCIEJ MI TO KOŚ!
- NIE WRZESZCZ NA MNIE! - odpowiedział jej.
- CZEŚĆ JO! - krzyknąłem.
- SIEMA ROSS! - odkrzyknął mi.
- Cicho! - wrzasnęły dzieci. Skrzywiłem się i razem z Amandą wszedłem do kuchni. Nastawiłem kawę.
- A gdzie Laura? - spytała dziewczyna pewnie zauważając brak brunetki.
- Pojechała do pracy i na zakupy. - odpowiedziałem, a ona pokiwała ze zrozumieniem głową. Wziąłem dwa kubki i nalałem do nich już gotowego napoju.
- A jak u Ciebie? Znalazłaś pracę? - spytałem.
- Pracuję nad tym. Wysłałam podanie do jakiegoś wydawnictwa. Chce zaprezentować swoją książkę. A u Ciebie?
- Ja internetowo wysyłam szkice i ogółem projektuje.
- Ty i Laura powinniście się zajmować muzyką.
- To robimy w wolnych chwilach. - uśmiechnąłem się i wziąłem łyk napoju. - A jak Joachim?
- Stworzył swój własny motor. Chce go wystawić na aukcję jako unikat. - pokiwałem ze zrozumieniem głową. Większość czasu zleciała mi na rozmowie z Amandą, a później i z Joachim'em.
***
Hey People!
Pierwszy rozdział :D
Tak dziwnie się pisze o Vanessie i Rikerze gdy to oni są ci mniejsi od Laury i Ross'a xD.
Co sądzicie o rozdziale i nagłówku bloga? ;)
To tylko wstęp. Będzie o wiele gorzej ;D
Pozdrawiam,
Sashy ♫

piątek, 31 lipca 2015

Prolog

Ross i Laura są małżeństwem od 3 lat. Starają się o potomka, jednak to nie jest łatwe mając nad głową ich młodsze rodzeństwo. Stracili rodziców kilka tygodni po ślubie. Gdy wracali do Miami samolotem nastąpiła awaria. Czarne Skrzynki. Nikt nie przeżył. Wychowują oni Vanesse, Rikera i Rydel. Pomagają im w tym Amanda i Joachim, rodzeństwo z również młodszym (przyrodnim) bratem na karku - Ellingtonem. Ich mieszkania są połączone furtką, by w razie czego szybko udać się do jednej ze stron Lynch lub Trief. Wszystko jest dobrze, do czasu...

***
Hi People!
Szok? Ja też
Oto Nowy Blog!
Będzie krótki, ale... no po prostu będzie w jakimś stopniu historią xD.
Mam nadzieję, że zostaniecie ze mną ;)
Pozdrawiam,
Sashy ♫